Kontemplacyjny film o dobrowolnej, egocentrycznej i bolesnej śmierci. Temat potraktowany jest subtelnie i oszczędnie, także w zakresie użytych środków wyrazu, więc chociaż "Zapiski" teoretycznie mogłyby być drastyczne, to nie są. Pozostawiają za to po sobie wrażenie, które z pewnością trudno będzie zapomnieć. Podejrzewam, że można by zrobić ten film trochę lepiej, ale tylko trochę. Ciężkie, ale wartościowe.
Lepiej mozna bylo przedstawic las i tytulowe odglosy robakow. W pewnym momencie wszystko zaczynalo sie powtarzac, jakby sciezke dzwiekowa puscili od poczatku w polowie filmu.
Ale tłusty, spocony pan śpiewający po niemiecku, który był wyjątkowo upiorny i trudny do wytrzymania, pojawił się chyba tylko raz. Tak, zdjęcia (jak zwykle bardziej przemówił do mnie obraz) i dźwięk mogłyby być lepsze. Skromnie operowano np. światłem. Z drugiej strony mam wrażenie, że piekielnie łatwo taki film przeestetyzować aż do kiczu. To ja już wolę jak jest trochę chropowaty.
Obawiam się, że próby upiększenia tego filmu (przez lepszy dźwięk, czy obraz) tylko by go zniszczyły, bo zabiłyby naturalną siłę, którą był minimalizm i naturalizm. W moim odczuciu film był i tak mocno upiększony - gdyby miał być "prawdziwy" to powinno być tam zdecydowanie więcej bólu i wycia. Trudno też do końca uwierzyć, że autor był w stanie do samego końca pisać tak składnie (bez żadnych błędów, czy powtórzeń) i głęboko. To co jest, jest więc pewnym kompromisem - na granicy poezji i realności. Jak dla mnie proporcje były idealne.
Film podobał mi się właśnie dlatego, że był jednak zdystansowany do fizycznej strony umierania. To bardzo wpływało na odbiór. Gdyby reżyser poszedł w naturalizm, naprawdę ciężko byłoby wynieść z projekcji coś więcej niż mdłości. To nie miałoby większego sensu, a za to byłoby przesadnie męczące. I bez tego jest to ciężki temat.
Z tym dźwiękiem i obrazem - dobór zdjęć i dźwięków do takiego tekstu to ogromne wyzwanie. I zostało to zrobione dobrze, bo bez tego film nie byłby tak hipnotyzujący. Po prostu miewalam czasem wrażenie, że niektóre rzeczy można by zrobić inaczej, choć nie potrafiłabym doradzić jak. Lepszy obraz i dźwięk - to znaczy trochę inny, nie chodzi stricte o jakość.
Las za dnia wychodził na zdjęciach plasko i nieciekawie, bo był jednolicie oświetlony - za to noce i mgliste poranki były zupełnie niesamowite. Jak dla mnie można by spłaszczyć te kontrasty - albo zrobić lepsze zdjęcia dzienne, albo nie dawać tak wspaniałych nocnych.
Esme
napisał(a) o Odgłosy robaków – zapiski mumii
Kontemplacyjny film o dobrowolnej, egocentrycznej i bolesnej śmierci. Temat potraktowany jest subtelnie i oszczędnie, także w zakresie użytych środków wyrazu, więc chociaż "Zapiski" teoretycznie mogłyby być drastyczne, to nie są. Pozostawiają za to po sobie wrażenie, które z pewnością trudno będzie zapomnieć. Podejrzewam, że można by zrobić ten film trochę lepiej, ale tylko trochę. Ciężkie, ale wartościowe.
michuk
Lepiej mozna bylo przedstawic las i tytulowe odglosy robakow. W pewnym momencie wszystko zaczynalo sie powtarzac, jakby sciezke dzwiekowa puscili od poczatku w polowie filmu.
Esme
Ale tłusty, spocony pan śpiewający po niemiecku, który był wyjątkowo upiorny i trudny do wytrzymania, pojawił się chyba tylko raz.
Tak, zdjęcia (jak zwykle bardziej przemówił do mnie obraz) i dźwięk mogłyby być lepsze. Skromnie operowano np. światłem. Z drugiej strony mam wrażenie, że piekielnie łatwo taki film przeestetyzować aż do kiczu. To ja już wolę jak jest trochę chropowaty.
doktor_pueblo
Obawiam się, że próby upiększenia tego filmu (przez lepszy dźwięk, czy obraz) tylko by go zniszczyły, bo zabiłyby naturalną siłę, którą był minimalizm i naturalizm.
W moim odczuciu film był i tak mocno upiększony - gdyby miał być "prawdziwy" to powinno być tam zdecydowanie więcej bólu i wycia. Trudno też do końca uwierzyć, że autor był w stanie do samego końca pisać tak składnie (bez żadnych błędów, czy powtórzeń) i głęboko. To co jest, jest więc pewnym kompromisem - na granicy poezji i realności. Jak dla mnie proporcje były idealne.
Esme
Film podobał mi się właśnie dlatego, że był jednak zdystansowany do fizycznej strony umierania. To bardzo wpływało na odbiór. Gdyby reżyser poszedł w naturalizm, naprawdę ciężko byłoby wynieść z projekcji coś więcej niż mdłości. To nie miałoby większego sensu, a za to byłoby przesadnie męczące. I bez tego jest to ciężki temat.
Z tym dźwiękiem i obrazem - dobór zdjęć i dźwięków do takiego tekstu to ogromne wyzwanie. I zostało to zrobione dobrze, bo bez tego film nie byłby tak hipnotyzujący. Po prostu miewalam czasem wrażenie, że niektóre rzeczy można by zrobić inaczej, choć nie potrafiłabym doradzić jak. Lepszy obraz i dźwięk - to znaczy trochę inny, nie chodzi stricte o jakość.
Las za dnia wychodził na zdjęciach plasko i nieciekawie, bo był jednolicie oświetlony - za to noce i mgliste poranki były zupełnie niesamowite. Jak dla mnie można by spłaszczyć te kontrasty - albo zrobić lepsze zdjęcia dzienne, albo nie dawać tak wspaniałych nocnych.
Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook