Filmaster

your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

Wrony, koty, Brodski

Projekcję "Półtora pokoju" spędziłam siedząc na najlepszym miejscu w siódmej sali Kinoteki - na schodach na wprost ekranu. Oczywiście nie dlatego, że lubię, tylko z powodu strasznego ścisku - gdyby sala miała okna, kilku śmiałków zapewne skorzystałoby z nich jako alternatywnego wejścia. Magiczna impresja na temat życia Josifa Brodskiego zdobyła serca sputnikowej publiczności. Trudno się temu dziwić, choć zarazem nie sposób nie wytknąć jej kilku wad.

Podtytuł brzmi "Sentymentalna podróż do ojczyzny" , zapowiadając film nie tyle o Brodskim, ile o Brodskim w Rosji. Dzieciństwo i młodość, spędzone w Petersburgu, czy też raczej Leningradzie, dane jest nam obejrzeć szczegółowo. Gdy Brodski wyjeżdża za granicę, pozbawiony rosyjskiego obywatelstwa, film koncentruje się na jego rodzicach, ich sporadycznych kontaktach z synem i próbach uzyskania pozwolenia na wyjazd, by choć raz zobaczyć się z nim przed śmiercią. Wszystko to skąpane w formalnych akrobacjach i opatrzone dowcipnym komentarzem zaczerpniętym z pism noblisty.

Co dobre, wspomniane fajerwerki, czy to animacje, czy zmiany tonacji zdjęć, raczej nie wymykają się spod kontroli. Karnie służą budowie klimatu, który jest zresztą równie proteuszowy co i stylistyka. "Półtora pokoju" przypomina bowiem trochę formalny i emocjonalny kolaż - nostalgiczne zdjęcia w sepii mieszają się tu z mroczniejszymi fragmentami czarno-białymi, pełnymi ciepła rysunkowymi fantazjami i realistycznie przedstawioną prozą życia w Związku Radzieckim. Niezależnie od aktualnie wybranej stylistyki, realizacja jest staranna, muzyka dobrana pieczołowicie a petersburskie plenery niezmiennie zjawiskowe. Nie jest więc trudno dać się oczarować, nawet mimo tego, że po pewnym czasie film wyraźnie dostaje zadyszki i niezbyt zręcznie dąży w stronę końca.

Końca, dodajmy, niezbyt optymistycznego - rodzice nie zdążyli już zobaczyć się z Brodskim. Dwie sympatyczne wrony, które symbolizują ojca i matkę, to symbol tego, co bezpowrotnie utracone. Rodzinne gniazdo, rudego kota, i wspaniały, obsypany złotymi liśćmi Petersburg zastąpi profesura na amerykańskim uniwersytecie i Nagroda Nobla. Trudno powiedzieć, czy jest to uczciwa wymiana.

Nie jest to jednak film melancholijny, tylko właśnie sentymentalny - toteż jeśli ktoś nie chce opuścić kina w smutnym nastroju, to nie opuści. Pod powiekami pozostaje te kilka scen, które emanują dobrą energią - instrumenty muzyczne dryfujące w powietrzu nad Petersburgiem, animowany kot piszący listy, para tańczących staruszków. To już druga niepoważna biografia, którą oglądałam w tym roku - pierwszą z nich był Gainsbourg Joanna Sfara. W tej niszowej kategorii "Półtora pokoju" wygrywa w cuglach. Nie tylko dlatego, że główny bohater jakiś sympatyczniejszy.

Esme Agata Malinowska

Esme Esme

Jeśli ktoś nie zdążył na regularne pokazy, oto daty dodatkowych projekcji na warszawskim Sputniku: 13.11 godz. 23:30 sala 7, 14.11 godz. 22:50 sala 3.

.

ayya ayya

Też miałam skojarzenie z Gainsbourgiem, choć tutaj ewidentnie reżyser poszedł dalej w kreacji świata fantazji i pewnie dlatego wygrywa ze Sfarem, który jednak zrobił w gruncie rzeczy dość klasyczną biografię.

.

Esme Esme

Ledwo się powstrzymałam przed napisaniem o "Persepolis" :)

"Gainsbourg" jest faktycznie mniej szalony, bardziej trzyma się ziemi i jest konsekwentny jeśli chodzi o formę. Ale przede wszystkim jest dość płaski - przedstawia tylko czyjeś życie i koniec. Bez wniosków, bo z życia rzadko daje się je wyciągnąć. A "Półtora pokoju" jest o czymś konkretnym, eksponuje więź Brodskiego z rodzicami i krajem, w którym dorastał. Ma jakąś oś fabuły niezależną od osoby pisarza i to mi się całkiem podoba.

.

michuk michuk

Szkoda że film nie był ciut krótszy - miałem wrażenie że kilka scen było niepotzebnych, powtarzało tylko motywy już znane i zaprezentowane wcześniej. Ale nie potrafię wskazać tych scen.

Gdyby film był nieco bardziej zwarty, wydawałby się też bardziej błyskotliwy i pewnie dałbym mu wyższą ocenę, niż i tak całkiem dobre 7/10.

Co w ogóle dość niesamowite, wszystkie (nowe) filmy jakie widziałem do tej pory na Sputniku dostały u mnie ocenę między 6 a 8 ze zdecydowaną przewagą siódemek. Niesamowicie udany festiwal.

.

Esme Esme

Nie zapeszaj. Im lepiej tym bardziej się boję, że nadwyrężam swoje szczęście i w końcu trafię na jakiś kaszan.

.

akkicaante akkicaante

Pozwolę sobie wysnuć małą tezę, której zweryfikować nie mogę, bo na seans dopiero czekam. Ale przyszło mi to na myśl po tej recenzji, a co może wydać się niezwykle istotne dla wyjaśnienia formy i treści filmu (sprawdzę to gdy już go obejrzę i jeśli nie zapomnę: podzielę się wrażeniami). Brodski jest bowiem autorem eseju "W półtora pokoju" (dostępny w "Dyptyku petersburskim" albo zbiorze "Mniej niż ktoś") . Twój opis filmu, jego struktury, formy doskonale oddaje styl w jakim ów esej jest zredagowany. Oczywiście to nie uzasadnia potencjalnych słabości filmu, ale może znając esej (który notabene jest jednym z piękniejszych tekstów, jakie czytałem) można pokusić się o zupełnie inne spojrzenie.
Polecam ten trop, gdyby ktoś zechciał jeszcze nie zamykać interpretacji filmu:)

.

Esme Esme

Czekam na sprawozdanie. :) "Półtora pokoju" nie czytałam, ale już mi go ten i ów reklamował i pewnie się tym niedługo zajmę.

.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook