Filmaster

your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

Prawdziwy charakter

Jeśli jesteś czternastoletnią dziewczynką, wychowaną według surowych zasad, z żyłką do interesów oraz przygód, i nie zraża Cię towarzystwo jednookiego pijusa z bronią u pasa, ta notka jest dla Ciebie.

Spójrzmy prawdzie w oczy - Rooster Cogburn to właśnie taki pijus, chociaż pełni też społecznie potrzebną rolę strażnika prawa, a kiedy trzeba to i egzekutora. Egzekutora może nawet zbyt często jak na gust porządnych obywateli. Mówi się o nim, że jest ostry, chociaż po cywilnemu, gdy akurat nie pracuje, jedyne określenie, którego do niego pasuje to "wieprz". Cóż, kiedy właśnie taki człowiek, chętnie sięgający po broń i niezbyt rygorystyczny w kwestiach obyczaju, zgodzi się pomścić ojca Mattie Ross - wyżej wspomnianej czternastolatki. Ostatecznie da się nawet przekonać, by dziewczynka pojechała razem z nim, by dopilnować inwestycji. Po drodze dołączy do nich strażnik Teksasu (proszę nie chichotać!) nazwiskiem LaBoeuf, który ściga zabójcę za inne przewinienia. Niedobrana kompania, a cel niełatwy, bo zbieg ukrył się w dziczy...

Nie jest to pierwszy film braci Coen o Dzikim Zachodzie - wcześniej był przecież komediowy Bracie gdzie jesteś. Ale to, że zdecydowali się oni zainwestować swój niebagatelny talent w poważny western - jeden z najstarszych gatunków kina amerykańskiego, może być uznane za niespodziankę. Chociaż może niekoniecznie. Taka Ameryka, twarda i brutalna, przewijała się w ich filmach w sporym wymiarze, nie zawsze ubrana w szerokoskrzydły kapelusz i z coltem u boku. Pojawiała się też w mroźnych krajobrazach Fargo i rozpalonych słońcem sceneriach Nowego Meksyku (To nie jest kraj dla starych ludzi). Oba te filmy zgarnęły takie czy inne Oscary i nie sposób się oprzeć wrażeniu, że szanowna komisja nagrodziła je nie tylko za ich wkład do światowego kina. Również za to, że w taki czy inny sposób mówią one to i owo o tym wielkim kraju. A może nawet dotykają czegoś, co z braku lepszego określenia można nazwać jego sercem. Choć Europa kocha Coenów za ich ironię i swobodę, pozostają oni jednak twórcami bardzo lokalnymi, o ile to określenie pasuje do miejsca zajmującego pół kontynentu. Deszcz nominacji dla True Grit świadczy być może o tym, że bracia i tym razem poruszyli czułą strunę. Ale może chodzi po prostu o to, że po raz kolejny pokazali wysoką formę. Lub o to, że Amerykanie są trochę wyposzczeni jeśli chodzi o dobre kino o rewolwerowcach.

To prawda, że w przypadku braci Coen mogę być zachwycona nieco na wyrost. Ich kino jest tak wypieszczone formalnie, że jest to aż perwersyjne. Jest to właśnie taka perwersja, w jakiej lubię się czasami pogrążać i w której odnajdują zaspokojenie moje hedonistyczne instynkty. Idealne oświetlenie, doskonałe zdjęcia, dopracowane kostiumy i kolorystyka, starannie dobrana obsada i nuta niezmiernie czarnego humoru - czego chcieć więcej? Ano, może dobrego scenariusza. I on tu jest. Nie mam zatem nic więcej do dodania poza jednym: Filmasterzy do kin.

Esme Agata Malinowska

doktor_pueblo doktor_pueblo

Zaskoczę Cię, pewnie nie bardziej niż samego siebie. Też dałem 8. Mimo że film wałkuje kompletnie ograny temat, to jednocześnie jest cudowny. Perfekcyjny w każdym calu: począwszy od aktorstwa (nie ważne że Bridges gra na pomyśle, który zrodził się jeszcze na planie "Big Lebowski"), przez dialogi, po zdjęcia. A co sprawiło, że ten film jest o wiele lepszy od Angielskiego pacjenta, tj. od Jak zostać królem? Reżyseria.

.

Esme Esme

Ósemka dla Coenów nigdy nie jest dla mnie zaskoczeniem. :) Dobra jest też muzyka. I bardzo mi się podobało, że stylizacja objęła też dialekt, chociaż miałam przez to trudności. Oglądałam ten film bez napisów i musiałam się nieźle namęczyć, żeby zrozumieć, co mówi Bridges.

.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook