Potwory i ludzie
"O potworach i ludziach" to film wyestetyzowany i zalatujący nihilizmem. Kunsztowny, nieskończenie cyniczny żart, który potrafi doprowadzić do szału. Doskonale nadaje się do tego, by wyjść z projekcji - i to nie kulturalnie po cichu, lecz z hukiem zatrzaskiwanych drzwi. Pomijając wszystko inne, już samo to jest wystarczającym powodem, by się na niego wybrać i spróbować wysiedzieć do końca.
W żadnej szanującej się historii fotografii lub kina nie znajdziemy wzmianki o pornografii - chociaż można przypuszczać, że było to jedno z pierwszych, najbardziej oczywistych zastosowań tych zdobyczy cywilizacji. Bałabanow postanowił wypełnić lukę w naszej edukacji, osią swego filmu czyniąc zdjęcia roznegliżowanych pań, okładanych rózgą po wystawionych krągłych pośladkach. Genezę tych zdjęć, jak również wąskie spektrum producentów i szerokie - konsumentów. W tej osobliwej historii, pełnej postaci tak paskudnych, że aż (być może) śmiesznych, zazębiają się losy przedstawicieli półświatka i porządnych burżuazyjnych mężów, żon i córek. Cóż to zresztą znaczy "porządność"? Niewiele.
Bo niewiele zobaczymy tu uczynków naprawdę porządnych. Dobrzy ludzie siedzą tu w kieszeniach łajdaków i bezsilnie patrzą na szarganie tego, co jest im drogie, a tytułowe potwory - syjamskie bliźnięta zrośnięte biodrami - stanowią przewrotny symbol niewinności, która w tym strasznym świecie skazana jest na zdeptanie. Nie musimy zadawać pytania o to, kto jest prawdziwym potworem, bo jest to oczywiste od początku. Pozostają tylko pytania o rodzaje, odcienie i genezę potworności, a odpowiedzi będzie tu cała paleta.
W związku z powyższym nie jest to film przyjemny, ale ta nieprzyjemność oprawiona jest w rzadkiej urody kinematograficzną ramę. "O potworach i ludziach" nawiązuje stylistyką do kina niemego, choć oczywiście jest udźwiękowiony, i to ze starannie dobraną muzyką. Dobre zdjęcia wykonane są w sepii, co dodaje filmowi staromodnego wyglądu, niezwykle ostro kontrastującego z ciężką problematyką i czarnym jak smoła humorem. Jako element stylizacji od czasu do czasu pojawiają się również, znane każdemu miłośnikowi dawnego kina, czarne plansze z napisami. O ile zatem wizji świata i filozofii Bałabanowa można zarzucić praktycznie wszystko, poczynając od szowinizmu a kończąc na pogardzie dla ludzkiej godności, o tyle realizacji - praktycznie nic. A wypada nawet pochwalić za oryginalność i staranność.
Oglądanie "O potworach i ludziach" było dla mnie bardzo ciężkim przeżyciem, cięższym nawet niż "Morfina", która epatuje realistycznymi scenami operacji w XIX-wiecznym szpitalu. Trudno powiedzieć, czy Bałabanow mówi tu faktycznie cokolwiek ciekawego o ludzkiej kondycji, czy po prostu cynicznie wciska nam do mózgu swoje wyobrażenia na temat ludzkości jako zbiorowiska brutalnych szuj, tchórzy i nielicznych, godnych pożałowania, poczciwych jednostek. Radzę przekonać się na własnej skórze, bo zapytana "czy warto?" - z ciężkim sercem odpowiadam "tak".
michuk
Patrząc na historię Rosji (i ogólnie chyba ludzkości) to myślę, że Bałabanow ma rację z tymi szujami i godnymi pożałowania poczciwymi jednostkami.
A sam film bardzo mi się spodobał. Nie sądzę, że jest tak naprawdę cyniczny. Jest chyba dość wiarygodny, mimo przeestetyzowania formy i pewnego przesadyzmu w cechach charakterystycznych postaci.
Żałuję tylko że na wieczornym sputnikowym pokazie widzowie zinterpretowali film jako przezabawną komedię, co chwilę głośno rechocząc i komentując. Pewnie byli z Lubiąża.
Esme
O, pesymizm.
Uważam, że trzeba jednak być cynikiem, żeby napisać taki scenariusz...
Pamiętam, że na ENH publiczność też się trochę śmiała, głównie wtedy, kiedy Johann beznamiętnie strzelał do kogoś z rewolweru. Ale nie na długo jej starczyło dobrego humoru. Miałeś jakichś odpornych ludzi. Może i lepiej, bo oglądanie tego filmu na poważnie jest jednak straszne.
Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook