Filmaster

your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

Mielonka z muszkietera

Paul W.S. Anderson, doceniony już na Filmasterze w Bad Horror Club za Resident Evil:Afterlife, postanowił uraczyć nas swoim nowym wytworem. Zdecydował się zgwałcić za jednym zamachem Historię i literacki klasyk niczym Tarantino i Guy Ritchie w jednym, a potem pokazać nam to z efektami w stylu braci Wachowskich, w 3D i dolby surround. Teraz, kiedy uzyskałam już odpowiedni stopień znieczulenia dzięki długotrwałemu waleniu głową w ścianę, mogę Wam powiedzieć: dzieci, nie próbujcie tego w domu!

Oto Atos, Portos i Aramis nagle stali się XVII-wiecznym odpowiednikiem drużyny superagentów, wysłanych do Wenecji po plany latającej machiny wojennej* umieszczone w najeżonej pułapkami piwnicy. Niestety misja bierze w łeb za sprawą Milady (etatowo obsadzana w filmach Mistrza Milla Jovovich) i cenny projekt dostaje się w łapy metroseksualnego księcia Buckingham, który oczywiście nie zamierza użyć go na chwałę Francji...

Co ciekawe, dalej jest trochę lepiej - stężenie kretyństwa na stronę A4 scenariusza jakby otrzeźwiło jego autorów (aż dwóch!) i fabuła nagle wraca do Dumasa, przedstawiając nam losy D'Artagnana, który wyrusza do Paryża z rodzimej Gaskonii. Historię pojedynku z wszystkimi trzema Trzema Muszkieterami naprawdę trudno jest zarżnąć, więc jej również nie naruszono bardzo drastycznie. Jednak im dalej tym straszniej, choć trudno zaprzeczyć, że również tym bardziej widowiskowo. W paru słowach - kardynał Richelieu knuje, machiny wojenne plują ogniem, Milady bawi się w superzłodzieja (dodając nową pozycję w moim osobistym rankingu na najbardziej durną scenę ever), król Francji próbuje poderwać królową Francji, muszkieterowie rozwalają zabytkowe budowle, Planchet staje się nośnikiem komizmu, D'Artagnan ugania się za Rochefortem, usiłując zmusić go, by przeprosił jego konia. Crazy, no?

Scenariusz Trzech Muszkieterów to coś w rodzaju koktajlu z wątków, które znajdziemy w książce oraz fragmentów dodanych, żeby było bardziej cool. Te drugie cechuje albo wtórność, albo głupota, albo obie jednocześnie. Żeby zbytnio nie komplikować sprawy, bo jeszcze publiczność zacznie myśleć na seansie, z powieści wycięto również parę kłopotliwych faktów, jak na przykład ten, że romans królowej z księciem Buckingham nie był tylko wymysłem kardynała. Widząc jednak wcielenie księcia w tym filmie, nie dziwię się przesadnie.

W zasadzie nie miałabym nic przeciwko barbarzyńskiemu rezaniu klasyki, bo nawet na takim filmie potrafię bawić się jak dziecko - jeśli ma on jakieś zalety. Niestety poza scenografią i kostiumami nie będzie tego wiele. Hans Landa w czerwonej kardynalskiej kiecce, na którego tak bardzo liczyłam, okazał się być raczej spokojnym dziadkiem. Tarantino w Bękartach wojny zadbał o to, by dać nam do zrozumienia, że postać grana przez Waltza jest nie tylko inteligentna, ale też okrutna i niebezpieczna. Anderson po prostu założył, że będziemy to wiedzieć. Waltz radzi sobie co prawda doskonale, po raz kolejny zgrywając kota bawiącego się z myszami, ale scenariusz działa przeciwko niemu, odbierając jego postaci wymaganą charyzmę. Skutkiem tego znacznie ciekawiej, bardziej złowrogo, a może nawet bardziej stylowo, wypada łotr Rochefort.

To wszystko dobrego co mam do napisania o obsadzie. Muszkieterowie są co prawda dość sympatyczni, ale po elektryzującym występie duetu Downey Jr./Jude Law w Sherlocku Holmesie wymagam nieco więcej niż zwykłej sympatyczności. Liczę co prawda na plus fakt, że Orlando Bloom momentami łudząco przypomina młodego Antonio Banderasa, jednak by przekonać mnie do LATAJĄCEJ MACHINY WOJENNEJ, trzeba by tak ze trzech Banderasów błagających mnie na kolanach.

Nota bene porównanie z Sherlockiem obnaża całkowitą bezmyślność Andersona jeśli chodzi o stosowanie efektów specjalnych. Pomysły Ritchiego, choć kontrowersyjne, jak na przykład wprowadzenie sfilmowanych w slow motion scen obmyślania walki na pięści, były przynajmniej świadomym zabiegiem. Anderson najwyraźniej po prostu uważa, że film bez efektów a la Matrix się nie liczy. I need more cowbell, jak powiedział Christopher Walken w pewnym kultowym skeczu. Oczywiście nie mogło też zabraknąć kłucia widza w oko szpadą - w końcu do czego innego służy 3D?

Poświęcam zdecydowanie za dużo czasu i atłasu na ten kinematograficzny szmatławiec, ale mam nadzieję, że uda mi się skopać, go tak, by już nie wstał. Jeśli "Trzej muszkieterowie 3D" nadają się na cokolwiek doskonale, to właśnie na worek treningowy. Sądząc po scenach zaserwowanych na zakończenie (przypominających nieco końcówkę Resident Evil:Afterlife, co wspaniale świadczy o twórczej inwencji autora), wkrótce możemy spodziewać się sequela. Już szykuję rękawice.

* Za wymyślenie latającej machiny wojennej na wiele lat przed pierwszym lotem balonem odpowiada rzecz jasna człowiek-plot device - Leonardo da Vinci.

Esme Agata Malinowska

lapsus lapsus

Nareszcie jakaś porządna notka (kiepskiego filmu)

.

Esme Esme

;)

.

inheracil inheracil

Byłem przekonany, że w biznesie mimo wszystko rządzi jakieś zdroworozsądkowe podejście do rzeczywistości. W takim razie kto dał temu badziewiarzowi 75 milionów dolarów? Niechybnie musiałby to być ktoś szalony.

.

Esme Esme

Jestem pewna, że się zwróci i pewnie coś tam zarobi. Filmy sprzyjające najgorszym popcornowym instynktom generalnie radzą sobie nieźle na rynku, spójrz na Independence Day - też kosztował 75 mln i zarobił 50 mln dolarów tylko w weekend otwarcia. To jest jak inwestycja w sieć fastfoodów. Teoretycznie wiadomo, jakie to niezdrowe, ale i tak jest masa ludzi, którzy jedzą, znajdują w tym przyjemność i do diabła z żyłami...

.

inheracil inheracil

Póki co zarobił 49 milionów, czyli jest jeszcze nikła szansa, że się nie zwróci ;)

.

lapsus lapsus

Amerykańskie kino zawsze czerpało garściami z ludzkiej głupoty. Vide - Tajtanik

.

Esme Esme

@inheracil, przywracasz mi wiarę w publiczność :)

.

turin turin

A Wspaniały Mads? Może nie ma za wiele pola do popisu, ale sama jego obecność już podnosi ranking o pół punkta każdemu filmowi, w którym jest czarnym charakterem.

.

Esme Esme

No przecież napisałam, że Rochefort był fajny :) Faktycznie jako szwarccharakter jest Mikkelsen niezastąpiony, w "Casino Royale" też wymiatał.

.

nevamarja nevamarja

Kocham Mikkelsena, to jeden z moich ulubionych aktorów ever (co pewnie znaczy, że "Trzej muszkieterowie" mnie nie ominą), ale naprawdę nie mogę zrozumieć, co go podkusiło, żeby zagrać w czymś takim.

.

lapsus lapsus

pewnie piniendze

.

Esme Esme

To samo pytanie zadawałam sobie widząc na plakacie Christopha Waltza. Albo kasa, albo bardzo go korciło, by zagrać Richelieu - to drugie w pełni bym zrozumiała i udzieliła mu rozgrzeszenia. ;)

.

nevamarja nevamarja

Jeśli już grać w szmirze, to tylko czarny charakter. :) Ktoś się kiedyś wypowiadał na temat europejskich aktorów, którzy mają odwieczny problem z przebiciem się w Hollywood i stwierdził, że Mikkelsen jest jednym z nielicznych, którym się udało. Cóż... Sukces ma swoją cenę. Na szczęście Madsowi nie ubywa talentu od tych chałtur. Jeśli zaś chodzi o Paula W.S. Andersona, to byłabym mu niewymownie wdzięczna, gdyby skupił się na "Residentach...", a nie na remake'ach pod publiczkę. Wolałabym, żeby "Resident Evil: Retribution" bardziej przypominało pierwsze 3 części serii, a nie zmarnowany "Afterlife".

.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook