Macie nas z głowy, czyli na Siódmym Kontynencie
Artykuł zawiera spoilery!
Należy uczyć się od mistrzów - Michael Haneke, jak Dostojewski, temat znalazł w gazecie. "Siódmy kontynent" to wariacja na temat autentycznego zbiorowego samobójstwa pewnej austriackiej rodziny. Wariacja surowa i nieprzyjemna. I tajemnicza, gdyż już w swoim kinowym debiucie Haneke rozpoczął konsekwentnie później realizowaną politykę nieudzialania widzowi wyjaśnień.
Posadzeni na tylnym siedzeniu samochodu, wraz z Anną, Georgiem i małą Evą wyjeżdżamy z myjni samochodowej. Odtąd będziemy ich podglądać, miotając się między znudzeniem a chorą fascynacją. Ich życie to jałowy taniec codziennych czynności, parzenie kawy, prowadzenie samochodu, obsługiwanie przedmiotów. To przedmioty znajdują się w centrum kadrów, to na nich koncentruje się uwaga widza, tak jakby talerze z zupą i paczki z żywnością były osią akcji. Kluczem do "Siódmego kontynentu" nie są czasowniki w formie osobowej - Georg prowadzi samochód - lecz imiesłowy - samochód jest prowadzony. Spokojne, syte, monotonne życie klasy średniej to więzienie pralki i lodówki, telewizora i budzika. Więzienie, z którego nie ma dokąd uciekać.
A zresztą nawet gdyby uciec - to po co? Duchowość bohaterów jest równie sterylna jak ich życie i nie sposób uciec od wniosku, że tłuczenie się między pracą a domem to jedyne, na co ich jeszcze stać. Spróchniały w środku ojciec, matka, rozpaczliwie usiłująca podtrzymać rachityczną więź z małą Evą, i chore z samotności dziecko. Ta rodzina, która, jak sugeruje reżyser, może być jakąkolwiek rodziną, to emocjonalne pustkowie. A na pustkowiu trudno jest żyć. Gdy bohaterowie przejeżdżają obok miejsca wypadku drogowego, spoglądając na przykryte plandekami ciała, w ich oczach, poza ciekawością, pojawia się niejasna tęsknota. Czy tęsknią za śmiercią? Śmierć jest jak puste plaże Australii, których obraz pojawia się na reklamie koło samochodowej myjni - tajemnicza i pociągająca. Ta trójka ludzi daje się jej uwieść, widząc w tym być może ostatnią nadzieję na ucieczkę i bunt.
Pewnego dnia rodzina gromadzi się więc na uroczystym posiłku, nareszcie w centrum kadru, razem. Na ich twarzach nieśmiało pojawiają się uśmiechy, jest trochę jak przed Gwiazdką. Już wkrótce dom rozbrzmiewa hukiem tłuczonego szkła, szelestem dartego papieru. Z chrzęstem pękają winylowe płyty, dzwonią żabki od zrywanych firanek. Bohaterowie niszczą metodycznie, starannie, jakby przygotowali się do wyjścia do pracy, odrabiali lekcje, przygotowywali śniadanie. Tak naprawdę nie ma różnicy. Znów wkrada się nuda i fascynacja. Rodzina, pogrążając się z orgii zniszczenia, zapada ponownie w niewolę przedmiotów, które trzeba przecież gruntownie zmasakrować, potłuc, podrzeć i pociąć. Tylko śmierć ryb z akwarium, w całej swojej dosłowności, wyrywa z ust dziewczynki rozdzierający krzyk - właśnie przecięto ostatni emocjonalny węzeł, który trzymał ją na tym świecie. Podobny krzyk wyda potem matka, trzymając w ramionach martwe ciało dziecka. Samobójstwo ojca będzie desperacko systematyczne, beznamiętne. To on napisał w liście do rodziców, że śmierć to najlepsze wyjście.
"Siódmy kontynent" to film beznamiętny, choć wzbudza emocje. Formalnie surowszy od wizualnie wymuskanej "Białej wstążki" czy "Ukrytego", epatuje siermiężną codzienną rutyną i domowymi ciuchami. Przemyślany w swojej dokumentalności, nie zdradza jednak bezpośrednich przyczyn dramatycznej decyzji bohaterów. Haneke podsuwa nam to krwawe, ciężkostrawne danie, by nas przerazić i zaniepokoić, a przyczyny tylko w tym przeszkadzają. To film o nas i o naszym świecie, w którym ludzie - choć najedzeni i ubrani - przeżywają horror samotności, powolną wewnętrzną śmierć. Samobójstwo to tylko dopełnienie, nic nie znacząca puenta dla egzystencji pustej ludzkiej skorupy. Można je skwitować skinieniem aprobaty, jeśli akurat jest się w cynicznym nastroju. Histeryczny płacz Anny, którym nagle wybucha siedząc w samochodzie, wydaje się być reakcją na objawienie tej prawdy. Strach przed śmiercią staje się nagle niczym wobec strachu przed tym, by żyć dalej.
Twórczość Haneke, ten policzek wymierzony mieszkańcom wysoko cywilizowanego świata, istnieje na zasadzie paradoksu. Nie mogłaby rozwinąć się i zakwitnąć bez nich - bez hipokrytów, niewolników konsumpcji, otyłych i zakompleksionych, cierpiących na przedwczesne zmęczenie życiem i umierających młodo na zawały serca. Nie mogłaby istnieć bez egzystencjalnej pustki, zaniku więzi międzyludzkich, rozrywki pełnej bestialstwa, zagłuszanej lekami depresji. Nasze wady i nieuświadomiony pęd do samozniszczenia czynią ją ważną i nadają jej sens. Świadomy pęd do samobiczowania zapełnia kina, przyznaje nagrody za kunszt i precyzję, z jakimi kopie się nas w czułe miejsca - i każe czekać na kolejny film.
doktor_pueblo
Świetny tekst! Cieszę się, że nadrabiasz zaległości z Haneke. Wypadałoby tylko chyba ometkować ten tekst tagiem "SPOILER", bo opowiadasz przecież całą fabułę.
Esme
Dzięki. Miałam dwa dni z Haneke, obejrzałam najpierw "Ukryte", a potem "Siódmy" i poczułam się tak beznadziejnie, że koniecznie musiałam napisać coś depresyjnego.
Spojlery b. słusznie, ometkowałam całość. Chyba nie będę oznaczać poszczególnych spojlerów, boby mi pół tekstu zjadło.
doktor_pueblo
Najbardziej bolesne w tym filmie jest to, że rodzice pociągnęli za sobą dziecko. Eva próbowała jeszcze walczyć (tak rozumiem scenę "zaniemówienia" w szkole), jeszcze miała resztki uczuć (rybki). Wołała o pomoc, a tymczasem jedyne co rodzice potrafili jej zaoferować to była śmierć.
Ten film jest oczywiście przejaskrawiony (jak to bywa u Haneke), ale dotyka całkiem powszechnego problemu. Duchowa i emocjonalna pustka szczęścia nie daje.
Esme
Straszne jest również i to, że matka podejmuje jakieś próby zatroszczenia się o uczuciowe potrzeby dziecka, ale już tego nie potrafi. Widać, że na swój sposób Anna kocha dziecko i stara się to jakoś okazać, ale sama zapadła się już w emocjonalną pustkę zbyt głęboko, by nawiązać z Evą trwały kontakt.
Fragmenty dotyczące Evy są dla mnie najbardziej "odrzucające" w samobójczym liście. Wszystkie te brednie o gruntownym przemyśleniu decyzji i o tym, jak to Eva sama kiedyś mówiła, że chce umrzeć, świadczą o całkowicie zaburzonym osądzie sytuacji. Małe dziecko ma jeszcze szansę być szczęśliwe i jakby nie była ona nikła, nie można mu jej brutalnie odbierać.
Jedna rzecz, o której nie napisałam, jest ciekawa. Haneke powiedział, że podczas sceny niszczenia pieniędzy ludzie oburzeni wychodzili z kina. Okazało się, że naruszył tym jakieś nieoczywiste tabu. Mówił, że być może nakręcenie tego fragmentu nie przyszłoby mu do głowy, ale podobno ta austriacka rodzina faktycznie zrobiła coś takiego. Wygląda na to, że sceny samobójstw już ludziom spowszedniały, ale cały czas trudno im się pogodzić z tym, że ktoś może zniszczyć własne życiowe oszczędności.
doktor_pueblo
To co piszesz o reakcji widzów na niszczenie pieniędzy jest przerażające. I pokazuje, że nakręcenie tego filmu było potrzebne.
Rozumiem, że "tylko" 7 to za to, że po filmie poczułaś się bardzo źle, a tego nie lubisz? ;)
To teraz zostało Ci jeszcze "Benny's Video". Też nie będzie miło...
Aquilla
Według mojej TV notki Benny leci jutro o 22:55 na Kulturze
Esme
@aquilla Wielkie dzięki za cynk, niestety brak TV w domu trochę utrudnia dostęp do TV Kultura. Może kogoś namówię, żeby nie nagrał, albo coś...
@doktor_pueblo Właśnie się zastanawiam, jakie było podłoże tej gwałtownej reakcji na niszczenie pieniędzy. Może po prostu chodzi o to, że ta scena tak mocno akcentuje nieodwracalność decyzji o samobójstwie, nawet bardziej niż zniszczenie sprzętów domowych. Sprzęty zawsze można odkupić, ale zniszczenie oszczędności to dobitny symbol rezygnacji ze wszystkiego, co się dotąd osiągnęło w sferze materialnej.
A może faktycznie świadczy to o strasznej hipokryzji i materialistycznym podejściu do życia, nawet jeśli niezupełnie uświadomionym.
7 dlatego że "Ukryte" jest lepsze, a "Ukryte" dostało ode mnie 8. Jest sporo filmów, które oceniłam bardzo wysoko, a czułam się po nich bardzo źle. Może powinnam obu filmom podnieść ocenę o 1 punkt, ale nad tym muszę jeszcze pomyśleć.
"Benny's Video" oczywiście, ale bardzo chciałabym obejrzeć też "Kod nieznany" - o ile pamiętam, zrobił na Tobie duże wrażenie, więc nie może być zły. Została mi też "Pianistka", chociaż czytałam już Jelinek i naprawdę nie wiem, czy film może być lepszy.
doktor_pueblo
Ja w ogóle nie widziałem jeszcze złego filmu Haneke. "Kod nieznany" rzeczywiście zrobił na mnie wrażenie, ale na przykład lapsusowi nie podszedł, więc, wiesz, nie nastawiaj się aż tak.
Podobno "Pianistka" Haneke nie ma tej mocy co książka. Domyślam się, że może być to prawda. Nie czytałem co prawda "Pianistki", ale czytałem "Amatorki", więc styl Jelinek znam. Film takiej siły rażenie raczej nie ma. Ja mogę jedynie powiedzieć, że bez czytania książki film robi duże wrażenie.
lapsus
Kod nieznany to wg mnie najbardziej surowy film Hanekego. Przy nim Siódmy to wizualny majstersztyk. Myślę, że ten realizm zaszkodził Kodowi - w wydaniu austriackiego reżysera jest to na dłuższą metę męczące.
doktor_pueblo
Kompletnie nie wiem o czym mówisz, oprócz tego, że mówisz, że "Kod nieznany" Ci się nie podobał. Akurat "Siódmy kontynent" jest też bardzo realistyczny, "Wideo Benny'ego" takoż. I "Ukryte"... Nie wiem, czy pod tym względem "Kod nieznany" w jakikolwiek sposób odstaje.
lapsus
Realizm realizmem, ale niemal dokumentalny sposób filmowania to jednak coś innego. Świat w "Siódmym kontynencie" jest wg mnie w dużo większym stopniu wykreowany, co tworzy mroczny nastrój ewokujący pustkę - rzeczywistości i bohaterów. W "Kodzie..." stawia wg mnie na prawdę ludzi i ulicy, co wynika niejako z samego tematu. Tyle, że ja wolę ten mrok, ten klimat i te wszystkie symbole, które stosuje Haneke. Czy potrafiłbyś wymienić sceny symboliczne w "Kodzie..."? Ja miałbym problem, ale nie oglądałem zbyt uważnie. Po prostu zabrakło mi, nie zawaham się użyć tego słowa, charakterystycznego dla reżysera metafizycznego mroku i niepokoju. Zresztą to tylko moje skromne zdanie i skoro "kompletnie nie wiesz, o czym mówię", to proponuję Ci, żebyś tym, co napisałem, specjalnie się nie przejmował .
doktor_pueblo
Och, ja się w ogóle mało czym w życiu przejmuję :)
Dla mnie kino Haneke jest mocno surowe i realistyczne i raczej mało metafizyczne. Jest o tu i teraz. Ale pewnie zwracamy uwagę na inne rzeczy.
lapsus
Ja tez mogę się dziwić, że nie dostrzegasz symboli, metafor czy próby zmierzenia się pytaniem o sens istnienia (co dla mnie w "Siódmym kontynencie" jest kwestią podstawową). No a jaką wymowę ma końcowa scena w "Białej wstążce" , przed kim zasiadają w zborze wszyscy bohaterowie filmu? A cała umowność "Funny games"? Ten film to jedna wielka metafora. Może dlatego "Kod nieznany" tak bardzo Ci się spodobał, że jest faktycznie tylko o tu i teraz.Jednak wspólnym mianownikiem pozostałych filmów Hanekego jest tajemnica. To ona sprawia, że po seansie widz odczuwa niepokój wobec tego co niewyrażalne. Ja zresztą nie widzę sprzeczności - można przecież o sprawach podstawowych i najogólniejszych mówić z perspektywy konkretu. To siła filmów Hanekego.
doktor_pueblo
Ja też nie widzę sprzeczności. Dzieła sztuki powinny być wielowymiarowe. Ale w takim razie powiedz mi, czego metaforą i o jakiej tajemnicy jest "Funny Games"?
Słowa "tajemnica" i "metafizyka" są na tyle niejednoznaczne, że trudno mi się z Twoją opinią spierać. Musiałbyś napisać konkretniej o czym Twoim zdaniem jest "Siódmy kontynent", żebym mógł powiedzieć, czy odebrałem go tak samo, czy inaczej. Wydaje mi się, że odebrałem go mniej więcej tak jak Esme.
P.S. A, i nie tylko "Kod nieznany" Haneke "tak bardzo mi się podobał". Proszę mi tu nie imputować ;) Mi się wszystkie filmy Haneke podobają.
doktor_pueblo
Pisząc o "tu i teraz", miałem na myśli to, że Haneke jest dla mnie ważny, jako reżyser mówiący coś o kondycji współczesnego człowieka. Tematyki ontologicznej, pytań o sens życia, o to skąd się wzięliśmy i co będzie po śmierci, czy kim jest Bóg, u niego nie dostrzegam, ale być może dlatego, że dla mnie nie jest to tematyka specjalnie interesująca. Nie jest interesująca, nie dlatego, że nie chciałbym znać odpowiedzi na te pytania (oczywiście chciałbym), ale dlatego, że nie wierzę bym za życia był w stanie je poznać. A skoro tak, to nie ma co się tymi pytaniami zadręczać.
Interesuje mnie natomiast człowiek i wydaje mi się, że Haneke również. To co mówi nam Haneke o ludziach nie jest specjalnie optymistyczne. Nie uważam, żeby był to pełny i obiektywny obraz człowieka. Ludzie nie są tylko źli i nieszczęśliwi. Haneke skupił się wyłącznie na tej złej stronie, bo zbyt łatwo o niej zapominamy. Robi to po to, żeby przywrócić równowagę i po to, żebyśmy dostrzegli własne błędy i stawali się lepsi. Tak ja postrzegam jego kino.
lapsus
Cieszę się, że dopisałeś drugą część wypowiedzi, bo nad tym quizem z pierwszej części zastanawiałem się , jadąc do pracy i doszedłem do wniosku, że odpowiadanie na Twoje pytania nie miałoby większego sensu. Myślę, że Haneke stosuje dość wyrafinowane formy filmowe i o czystym realizmie raczej nie może być mowy. No chyba, że taki "Funny games" chcielibyśmy uznać za thriller o sterroryzowaniu przeciętnej , austriackiej rodziny przez dwóch zdegenerowanych, młodocianych golfistów przy pomocy kijów i białej piłeczki ;) (albo to byli tenisiści?) Mówiąc o metafizyce, miałem na myśli m.in. pytanie o pochodzenie zła, które wg mnie w filmach Hanekego jest widoczne. Właśnie dlatego, że pytania te mają tak podstawowy charakter, potrafią nieźle zryć beret - ja przynajmniej tak mam. To wyjątkowo mocno niepokojące kino, nie tylko doraźnie oczyszczające z jakichś napięć. Tajemnica jest kluczowa, bo to pytanie skąd przychodzi owo zło, skąd tak dogłębne poczucie pustki jak w "Siódmym kontynencie"? Spójrz - widz nie słyszy rozmów bohaterów, nie obserwuje podejmowania decyzji o samobójstwie. To zagadka i odpowiedź wcale nie jest taka oczywista. Musimy się z tym zmierzyć samodzielnie. To ma wiele wspólnego z metafizycznym rozumieniem sztuki. Nie chodziło mi o to, że kino Hanekego jest w żaden sposób religijne. Tej głębi brakło mi w "Kodzie nieznanym", ale może i tam ona jest, tylko jej nie dostrzegłem. I wiem, że podoba Ci się nie tylko "Kod...", nic podobnego nie pisałem. Jednak już wcześniej zwróciłem uwagę, jak wysoko oceniasz ten film. Tyle. Można by tak jeszcze długo, ale po co?
Właśnie w tych elementach widzę możliwość głębszej refleksji nad swoim życiem i współczesną cywilizacją, refleksji, o której piszesz.
doktor_pueblo
Ok, teraz mogę śmiało powiedzieć, że się rozumiemy i nawet zgadzamy, mimo że używamy nieco innego języka. Tak rozumianą głębię i tajemnicę oczywiście również w Haneke dostrzegam i również mnie ona pociąga.
lapsus
Cieszę się.
czara
Bardzo ciekawie napisane! I nawet nie szkodzi, że spojler, wciągnęłam się tak bardzo, że chciałam końca. To co piszesz, o niszczeniu pieniędzy - szokujące.
inheracil
Bardzo dobry tekst. Wciąż się zastanawiam czy sięgnąć po Haneke. Naprawdę się tak pastwi nad widzem?
doktor_pueblo
Zależy jak rozumiesz słowo "pastwi". Filmy Haneke uderzają w czułe punkty, wyciągają na wierzch to, o czym wolelibyśmy nie mówić - nasze grzechy, naszą hipokryzję. Pokazują konsekwencje emocjonalnej pustki. Ale Haneke nie kręci takich filmów dlatego, że jest sadystą, czy po to, by szokować, tylko dlatego, że chce nami wstrząsnąć, chce żebyśmy otworzyli oczy, przestali się okłamywać i, cóż, stali się lepsi. W tym sensie, w mojej opinii, są głęboko humanistyczne.
Esme
@inheracil Haneke to świetny reżyser, jego filmy to bardzo dobre kino, ale zupełnie pozbawione wartości rozrywkowej, za to pełnej ważnych refleksji. Tak jak napisał Doktor w przeglądzie filmografii Haneke, ten reżyser to moralista. Można powiedzieć, że to przeciwny biegun do Tarantino, który kręci filmy wyłącznie dla zabawy i bez przesłania.
Pastwienie się polega głównie na przedstawianiu moralnej kondycji ludzkości w ciemnych barwach. To bardzo nieprzyjemne, pomyśleć że świat mógłby tak wyglądać, a jeszcze bardziej nieprzyjemne - że wygląda dość podobnie.
Trzeba być w nastroju, najlepiej dobrym, żeby mieć co stracić. Ale zdecydowanie polecam.
Esme
Aha, @inheracil i @czara dzięki za dobre słowo.
lapsus
Esme, a Ty co tak otyłym dowaliłaś? Bohaterowie filmu raczej szczupli byli ;) A poza tym BRAVO!!! Film faktycznie potrafi dobić, ale mam tak po wszystkich filmach Hanekego, co znaczy mniej więcej tyle, że kopie tyłek.
Esme
Nie że specjalnie otyłym, tylko tak ogólnie choroby i bolączki cywilizacyjne...
Cieszę się, że notka się podobała. To jedna z tych co napisały się same.
maslo
Co powiesz na taką interpretacje rozwalenia akwarium: zniszczenie barier doprowadzające do pozornego uwolnienia rybek. Pozornego bo w gorsze środowisko. A teraz Demolka domu to też uwolnienie się od zniewalającego środowiska - źródła męczącej rutyny. Zdemolowali dom i co? Czy jest lepiej? Nie - pada decyzja chodźmy w ślady rybek :) Córeczka na początek jako najmniejsza rybka ... hehehehehehehe
Esme
Na ile zrozumiałam, zniszczenie domu było zaplanowane wraz z samobójstwem - decyzja o śmierci zapadła dużo wcześniej. Oni chyba w ogóle już nie wierzyli, że może być lepiej i nie mieli nadziei na odzyskanie poczucia sensu. Traktowali śmierć jako ucieczkę, ale nie w wolność, tylko w nicość. Moment zniszczenia akwarium jest ważny dla filmu, ale ja bym raczej nadała mu wartość symboliczną, jako wiadomość dla widza, nie mającą wpływu na dalsze zachowanie bohaterów.
maslo
Racja, przypomniałem sobie Anne i jej wizyte u lekarza po recepty.
Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook