Klonowanie po angielsku
W starej jak świat antologii SF "Niebezpieczne wizje" trafiłam kiedyś na opowiadanie, w którym bohater usiłuje (nieskutecznie) obronić się przed wyrokiem - śmiercią i rozparcelowaniem na organy do transplantacji - za przejechanie na czerwonym świetle. Wykroczenie, które popełnił, jest jedynie pretekstem, by móc w świetle prawa wyizolować go ze społecznej masy, uczynić z niego źródło tkanek. Pomysł wydaje się wyjątkowo upiorny, jednak nie sposób oprzeć się wrażeniu, że autor jedynie trochę przesadził, by sportretować mroczną stronę ludzkiej cywilizacji. Stronę naturalną i obecną w niej od zawsze.
Kasta klonów hodowanych na organy do przeszczepów, którą przedstawił w swojej powieści Kazuo Ishiguro, funkcjonuje jakby obok społeczeństwa. W getcie, którego nie oddziela żaden mur i z którego ma z niego ucieczki na "normalną" stronę. Dzieciństwo i dojrzewanie to dla nich krótki czas prawdziwego życia. Dla personelu, który ich dogląda - oczekiwanie na dojrzały materiał. Trójka bohaterów to jedno z ostatnich pokoleń, którym w ogóle ofiarowano złudzenia i pozwolono wychować się w warunkach przypominających normalne. Reszcie pozostają "hodowlane farmy".
"Nie opuszczaj mnie" to przede wszystkim film właśnie o złudzeniach, o kruchości życia, także o miłości. Ruth, Tommy i Kathy spieszą się żyć i kochać. Wiedzą, jak mało mają czasu - i może właśnie dlatego nie próbują buntu. Bo bunt pożera czas, a mają go tak niewiele. I choć ten bunt wydaje się być koniecznym elementem storytelling w przypadku opowieści o wykluczeniu, jego brak działa ożywczo na ostrość spojrzenia. Pokora i akceptacja własnego losu, z jaką bohaterowie oczekują przeznaczenia, znacznie silniej uwypuklają moralną porażkę, jaką poniosła ludzkość, godząc się na istnienie takich jak oni troje.
Ishiguro wydaje się nie mieć wątpliwości, że człowiek jest w stanie odmówić drugiemu człowiekowi prawa do normalnego życia w zamian za przedłużenie lub ułatwienie własnego. Można nazywać go pesymistą, chociaż istnienie dobrze prosperujących firm opierających swoją produkcję na wyzysku pracowników w krajach słabo rozwiniętych może świadczyć o tym, że jest po prostu dobrze poinformowany i nie boi się wyciągać wniosków. Jego powieść jest nawet dla ludzkości w przewrotny sposób łaskawa. Los pięknych młodych ludzi poświęcony zostaje na ołtarzu żądzy życia - najsilniejszego z ludzkich popędów, który z największą łatwością może pokonać wątpliwości etyczne. Nie dzieje się to w imię abstrakcyjnych wartości, które zwykły wywoływać wojny pochłaniające tysiące młodych żyć...
Skonfrontowani z ponurą wizją Ishiguro, zaczynamy nagle przychylniejszym okiem patrzeć na rozwiązanie przedstawione we wstępie. Nie odmawia się tam nikomu człowieczeństwa i nie przeznacza na rzeź od urodzenia. O życiu i śmierci decyduje pech lub los, podsuwający to, czego brakuje, by ugłaskać sumienie - pretekst. Mimo wszystko obie opcje są raczej odrażające. Z radością przyjmuję więc liczne informacje o udanych eksperymentach z hodowlą ludzkich tkanek in vitro. "Nie opuszczaj mnie" pozostanie na zawsze metaforą i ostrzeżeniem, ale raczej już nie science-fiction, o ile Ishiguro kiedykolwiek miał takie ambicje. I dobrze. Po co nam kolejny test, który moglibyśmy oblać.
lapsus
Nareszcie jakaś porządna recenzja ;)
ayya
Świetny tekst i mam dokładnie takie same wnioski z tego filmu. Pamiętam, jak wstrząsnęła mną książka, film choć pozbawiony tego efektu, rozwodzący się trochę nadmiernie nad uczuciowością, nie robi już takiego wrażenia. W filmie jednak, gdzie ów fatalizm losów trójki bohaterów jest dosłowny aż do bólu, w ogóle nie pytam o bunt przeciwko rzeczywistości, która zgotowała skądinąd ludziom tak okrutny los.
Esme
@lapsus @ayya dzięki za dobre słowo. :)
Muszę chyba przeczytać książkę - coś mi się zdaje, że jest w niej trochę tego, czego zabrakło mi w kinie.
doktor_pueblo
Tekst fajny, tylko nie wiem, czemu ocena tak (względnie) niska. Co nie gra Esme?
Esme
Wg mnie gdyby nie bulwersujące treści bioetyczne, film byłby do zapomnienia w ciągu tygodnia. Miłosny trójkąt, ośrodek fabuły, jest wyprany z namiętności i doskonale pasuje do angielskiego chłodnego krajobrazu. Jest tu coś ciekawego, ale wyczuwam dużo większy, niewykorzystany potencjał. Są ładne zdjęcia, film jest nieźle zagrany, ale jako psychologiczny dramat jest trochę bezpłciowy. Daje tylko sporo materiału do przemyśleń.
bartekfm
Film jest poprowadzony w sposób bardzo tradycyjny, melancholijny, wręcz powolny.
Dodatkowo myślę, że wszystkich uderza brak buntu bohaterów, ani jednej próby, ani jednego sprzeciwu... Wydaje mi się, że nie wszystkim ten fakt przypadnie do gustu, szczególnie takiemu uporczywemu i powstańczemu narodowi jak Polacy :)
Esme
Właściwie moja potrzeba obejrzenia jakiegoś aktu sprzeciwu została pośrednio zaspokojona. Przeczytaj spoilery +
Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook