Filmaster

your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

Johna Carpentera absolutny koniec świata

"In the Mouth of Madness" to film niezbyt nowy, niezbyt dobry, ale za to na tle innych horrorów - wyjątkowy. Podobnie jak twórczość H.P. Lovecrafta, z której czerpie garściami, nie jest wybitnym dziełem, za to budzi rodzaj nieprzyjemnej fascynacji. Na swój niezdarny sposób stanowi kwintesencję gatunku i jak każdy horror na poziomie - opowiada o końcu świata.

Zaczyna się, według najlepszych recept, trzęsieniem ziemi - bohater filmu, John Trent, trafia do domu wariatów jako niebezpieczny furiat. Dopiero potem, kiedy przestanie już krzyczeć, że nie jest szalony, opowie nam historię życia, które zostawił za murami celi. Dowiemy się, że był detektywem pracującym dla firmy ubezpieczeniowej i że otrzymał zlecenie odnalezienia autora kultowych horrorów, Suttera Cane, który zaginął bez wieści wraz ze swoją najnowszą książką - z pewnością przyszłym bestsellerem. Trent, z przydzieloną przez wydawnictwo kulą u nogi w postaci pani edytor Styles, wyrusza na poszukiwania, które zaprowadzą go do dziwnego, nieoznaczonego na mapie miasteczka w Nowej Anglii...

Oczywiście obserwowanie, jak nieszczęsny detektyw na naszych oczach traci resztki zdrowych zmysłów, jest tylko przekąską. Prawdziwym gwoździem programu jest Cane - skrzyżowanie Stephena Kinga z Lovecraftem - który pisze powieści będące niczym więcej, jak atakiem na psychiczne zdrowie czytelników, skrytym pod płaszczykiem fantastyki. Ostatecznym celem, do którego dąży jego umysł, jest sprowadzenie na ludzkość apokalipsy. I właściwie nikt nie jest w stanie mu w tym przeszkodzić. Wątek dzieła stworzonego, by zniszczyć swych odbiorców jest czymś, co najwyraźniej Carpentera intryguje - wykorzystał go również w swoim nowszym dziele, nie nadającym się do niczego "Cigarette Burns" (tym razem jest to film o wiele obiecującym tytule "Le Fin Absolue du Monde").

"In the Mouth of Madness" zawiera potencjał, który w rękach znakomitego reżysera mógłby stać się doskonałym filmem. Niestety, Carpenter niezupełnie podołał zadaniu - Prochnow (Sutter Cane) gra na odczepnego, scenariusz miewa nawet już nie mielizny, tylko rafy koralowe, no i pokazano za dużo macek, które z całą pewnością są gumowe. Plusem jest co prawda zaangażowanie Sama Neila, który stara się być przekonujący, oraz miłe dla fanów gatunku odniesienia (właścicielka hotelu nosi nazwisko Pickman). Chociaż całość jest zaledwie przeciętna, bez wątpienia budzi ten właściwy rodzaj dreszczu. Ostatecznie, jak powiedział pewien znawca tematu, szaleństwo jest jak grawitacja - wystarczy tylko lekko popchnąć.

Esme Agata Malinowska

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook